Hell Fire Club – ruiny z bogatą przeszłością


Gdzie można spotkać diabła, odbyć pijacką lub seksulaną orgię czy też zjeść córkę farmera? Teraz już pewnie nigdzie, ale według opowieści dało się w górach pod Dublinem, na wzgórzu Montpellier ( Montpellier Hill), w Hell Fire Club.

6178157487_fd608ee721_zZdjęcie: Przemek Szczepaniuk

Jako, że w tamtych czasach Fejsbuka nie było, więc zdjęć typu „ja i trzy dziewice w drodze do Hell Fire Club” raczej się nie znajdzie. Polegać więc trzeba na przekazach z przeszłości dotyczących tego miejsca, a te okazują się być bardzo ciekawe.

Hell Fire Club, który tak się wtedy jeszcze nie nazywał, powstał w 1725 roku, wybudowany przez ówczesnego marszałka parlamentu irlandzkiego, Williama Conolly i miał służyć jako domek myśliwski. Pierwotnie znajdowało się tam miejsce starożytnego pochówku i głazów stamtąd do budowy domu użył William Conolly. Wkrótce potem potężna burza zerwała dach budynku, co według lokalnych przekazów miało być karą za zniszczenie miejsca pochówku. Właściciel podszedł do sprawy praktycznie i odbudował dach, tym razem kamienny, przypominający w konstrukcji most.

Budynek był dość okazały, posiadał między innymi dwa duże pokoje na dole, pomieszczenia dla służby i przestronną salę na piętrze. Wszystkie okna skierowany były na Dublin.

W 1729 roku Conolly zmarł i budynek stał przez kilka lat pusty. W 1735 roku został wydzierżawiony i zapoczątkowano w nim działalność niesławnego Hell Fire Club.

Stowarzyszenia o takiej nazwie istniały w XVIII wieku w Anglii i Irlandii, jako kluby skupiające klasę wyższą i cieszyły się złą sławą. Skandaliczne zachowanie i zepsucie moralne członków klubów były jakby wizytówką tych stowarzyszeń.

Dubliński Hell Fire Club założył hrabia Richard Parsons, który był masonem, Mistrzem Wielkiej Loży Irlandii. Stowarzyszenie było aktywne przez sześć lat, do 1741 roku. Ich główną siedzibą była tawerna w pobliżu zamku dublińskiego zwana Eagle Tavern.

Ze spotkaniami na wzgórzu, w domku myśliwskim wiąże się sporo opowieści. Jedna z nich mówi o tym, że prezydent stowarzyszenia ubierał się jak szatan, rogi kopyta itd. Jedno miejsce przy stole było zawsze wolne, właśnie dla szatana, a maskotką klubu był czarny kot.

Skoro zapraszali to się i doczekali. Pewna opowieść mówi o nieznajomym szukającym schronienia w burzliwą noc. Zaproszony zaproponował członkom klubu grę w karty. W trakcie partii, gdy jeden z grających schylił się pod stół by podnieść kartę, zobaczył, że ich nowy towarzysz ma kopyta. Diabeł świadomy jego odkrycia zniknął przy wtórze grzmotów i zapachu siarki.

640px-Hell_Fire_Club_Dublin_at_DawnDawn at the Hell Fire Club, Dublin. Joe King


Miejscowy rolnik, który chciał podejrzeć co nocą dzieje się w domku myśliwskim, został znaleziony następnego dnia. Tułał się po okolicy, głuchy i niemy, zapomniał podobno swojego nazwiska.

Inna historia opowiada o pewnym młodym człowieku, odwiedzającym pobliski dom, który postanowił dowiedzieć się więcej o praktykch stowarzyszenia. Znaleziono go następnego dnia martwego, leżącego w strumieniu. Gospodarz domu będąc przekonanym, że jego gość został zamordowany poprosił o pomoc księdza i razem poszli na wzgórze. Gdy tam dotarli zapadł już mrok, drzwi otworzył im ubrany na czarno mężczyzna i wciągnął do środka, gdzie właśnie rozkręcała się impreza. Czołowe miejsce przy stole zajął czarny kot, którego uszy był poskręcane jak rogi. Przerażony duchowny chciał uciekać, nie pozwolono mu jednak.  Mając w kieszeni butelkę święconej wody nie zawahał się jej użyć. Polał nią kota, wypowiadając egzorcyzmy. W domu rozpętało się piekło. Ksiądz się modlił, rolnik wrzeszczał, wokół unosił się zapach siarki i mnóstwo dymu. Uciekając duchowny znalazł leżącego chłopa ze śladami uderzeń kopyt. Rolnik podobno nigdy nie odzyskał już w pełni zdrowia. Jak mówi legenda następnego dnia z Hell Fire Club zostały już tylko zgliszcza.

Inne historie opowiadają o pijackich i seksualnych ekscesach, czarnych mszach w trakcie których skladano ofiary ze zwierząt. Ulubionym trunkiem członków był scaltheen, sporządzany z whiskey i gorącego masła.

W roku 1741 budynek strawił pożar. Jedna z wersji mówi, że to w zemście za to, że syn właściciela nie chciał odnowić dzierżawy. Inna podaje, że członkowie klubu wpadli na pomysł nadania budynkowi „piekielnego wyglądu”. Kolejna twierdzi, że w czasie jednej z czarnych mszy lokaj wylał drinka na jednego z członków stowarzyszenia co spowodowało jego zdenerwowanie. Oblał lokaja butelką brandy i podpalił. Ogień strawił lokaja, cały budynek i większość członków, zbyt pijanych by uciekać. Po tym wydarzeniu Hell Fire Club przestał działać, pozostali członkowie przenieśli się do pobliskiego Killakee Stewards House, jednak nie byli już tak aktywni.

Klub odrodził się w 1771 roku i dostarczał powodów do plotek i opowieści do końca XVIII wieku. Istnieje historia, wg której członkowie stowarzyszenia porwali, zamordowali i skonsumowali córkę rolnika. W 1800 roku, gdy zmarł jego najaktywniejszy członek, Thomas „Buck” Whaley, działalność klubu zamarła. Budynek przydał się jeszcze wysokiemu członkowi Society of the United Irishmen, który tam właśnie spędził noc, ukrywając się po rebelii 1798 roku.

Dla tych, których takie mrożące krew w żyłach historie nie wzruszają mam inną: Montpelier Hill, wzgórze o wysokości 383 metrów położone w hrabstwie Dublin,w Irlandii. Nazwa często odnosi się do Hell Fire Club, zrujnowanego budynku położonego na szczycie wzgórza. Budynek został zbudowany w 1725 roku jako domek myśliwski i nazywany był Mount Pelier.

O tym, że miejsce wciąż przyciąga przeróżne osobowości niech świadczy fakt z 26 stycznia tego roku. Media podały wiadomość: dwie osoby pchnięte nożem w Hell Fire Club, Garda szuka sprawców.

Jak znaleźć Hell Fire Club

Reklamy

2 Komentarze

  1. Kasiu sama sobie lajka dalas hehe, jak widze, no i popularna literowka „seksulaną „…
    To co opisujesz, to tylko wierzcholek typowej gory lodowej…brrrr, a kysz.

    Ktos moze mieszkac w jakims kraju latami i nie miec pojecia co sie dzieje underneath…
    Pewnie dlatego zero komentarzy, a temat jakze ciekawy i odwazny.
    Generalnie na wyspach jest najwieciej tego ta£atajstwa, jednym z powodow leylines w najwiekszej
    obfitosci…
    Pozdrowka,

    1. Ale dlaczego Kasiu ? 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Moja Zielona Irlandia

Z przeszłości Irlandii różne historie

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Dookoła Irlandii z Pendragonem

Z przeszłości Irlandii różne historie

Ignormatyk

Blogito ergo sum

~ Saol ar Ceilteach ~

May the hills of Ireland carress you...and her rivers and lakes bless you...

W krainie deszczowców..

blog o życiu w Dublinie i Irlandii

%d blogerów lubi to: