Na straganie w dzień targowy…


Historia targu na Moore Street w Dublinie sięga połowy osiemnastego wieku. Jednak sam obszar wokół tej ulicy był od dawna znany jako rejon, gdzie można było kupić świeże mięso, ryby, warzywa. Po prostu, w pewnym momencie czynsz na popularnej wówczas Henry St(ulica do której przylega Moore St) stał się zbyt wysoki i handlujący zaczęli szukać innych miejsc.

Północny brzeg Liffey już od czasów Wikingów był rejonem gdzie patroszono i suszono ryby. W średniowieczu, zakaz patroszenia ryb na południowej stronie rzeki (z powodu smrodu) zainicjował przyszły rozwój targu. W siedemnastym wieku, z tego samego powodu przeszli na północną część miasta rzeźnicy.

W XVII/XVIII wieku północna strona Dublina posiadała kilka targów. Ustanowione były regulacje prawne odnośnie handlu. Przestrzegania ich zobowiązany był pilnować zarząd miasta i miejski szeryf.  Regularnie sprawdzano jakość towaru, którym handlowano. Istniał system kar, dosyć często stosowany. Jednego z handlujących ukarano finansowo za używanie nieprawidłowych miar przy sprzedaży agrestu(1873 rok). Z roku 1878 pochodzi informacja o skonfiskowaniu siedmiu sprzedawcom wag, których używali. Nie wolno było rozkładać towaru na chodnikach ani handlować w niedziele.

Problemem dla zarządu miasta były regulacje odnośnie handlarzy sezonowych, posiadających licencje umożliwiające im handel w różnych częsciach miasta. Można ich było spotkać na ruchliwych ulicach, mostach. Część sprzedawała z koszyków leżących na ziemii. Na początku XX wieku usiłowano namówić ich do przeniesienia się na targi, gdzie były wolne stoiska jednak bez większego efektu. Sytuacja taka dotrwała do lat 80tych XX wieku. Z tą różnicą, że coraz częsciej handlujący na ulicach byli aresztowani i stawali przed sądem. W drugiej połowie lat 80tych po takich aresztowania zaczęli organizować protesty i wkrótce ich sytuacja została uregulowana.

Alive-TRADERS-1-D.SPEIRS

Na początku XIX wieku Moore St i przylegające do niej ciasne uliczki były największym zbiorowiskiem handlarzy w Dublinie. Był to również rejon najbardziej przeludniony(wskazują na to spisy ludności, więcej o tym tutaj).

„[Stoiska] umiejscowione nisko i ciasno – blokujące przejścia albo otoczone wysokimi domami uniemożliwiającymi swobodny przepływ powietrza… nie ma rzeźni, zwierzęta są zabijane za stoiskami lub obok miejsc gdzie sprzedaje się mięso, zapachy pozostałości po uboju są ohydne.

W jednym przypadku kontrolujący targowiska uczestniczył w uboju zwierząt. Określił on mięso jako niezdatne do spożycia przez ludzi z powodu nieodprowadzenia krwi. Całość towaru pojechała do dublińskiego zoo. Bywało też bardziej hardkorowo. W 1872 roku, dublińska gazeta opisała rozprawę sądową, gdzie jeden z handujących oskarżony był o handel padliną. Skargę złożył kontroler, posądzając handlarza o sprzedaż zgniłego mięsa. Wyrok, trzy miesiące ciężkich robót.

Zwykły dzień targowy zaczynał się wcześnie. Justin Leonard: Targ zaczynał się o 7 rano(…). Pierwsza godzina była dla producentów, żeby mogli dostarczyć towar. Większość warzyw, jeśli nie wszystkie, przywożono z północnej części hrabstwa Dublin konno. (…)Nie było pudełek, toreb. Wszystko na wozie było luzem. Np. kapusta była ułożona w piramidę, dwanaście tuzinów(144 główki)na wozie. Czysty artyzm. Potem zaczynało się licytowanie całych wózków. To ustalało cenę.

Stamtąd, od hurtowników, towar kupowali handlarze i wózkami dowozili na swoje stragany. Nie obowiązywały zwroty za kupione złej jakości owoce lub warzywa. Handlujący rybami odbierali ryby w wózkach z lodem.

Każdy handlarz miał specjalny fartuch, domowej roboty, z kieszeniami na drobne i poszczególne banknoty. Utrata tej „kieszeni” równała się finansowej ruinie.

Wzdłuż całej ulicy, na której handlowano, słychać było śpiewne zachwalanie produktów. Czasami te „reklamy” zmieniały się w ostrzeżenia, kiedy np dzieciaki z najbiedniejszych dzielnic wpadały na targ. Wtedy ostrzegano się wołaniem „złodzieje przyszli”.

Uciekano się do różnych sztuczek. Śledzie sprzedawano w pudełkach, rozdzielając je na te z zatoki dublińskiej lub Howth(obecna dzielnica Dublina, kiedyś osobna osada, do dzisiaj znana z połowów ryb). Kupujący dzielili się na wielbicieli jednych lub drugich. W rzeczywistości, wszystkie pochodziły z jednego źródła.

MooreStreet1959

Moore St. 1959

Ważnym elementem, można by powiedzieć sprzymierzeńcem, czasami wrogiem, była pogoda. Deszcz i zimno zmniejszały ruch na targu. Stojący na deszczu i zimnie kupcy osłaniali się jak mogli. Nosili gumowe buty wypchane gazetami. Niektórzy nosili specjalnie wycięte worki po ziemniakach. Czasami wspomagali się dawką gorącej whiskey w pobliskim pubie. Latem robiło sie upalnie i wszędzie było pełno kurzu. Martin Higgins: Obok straganu mojej matki stały dwa stoiska. Jedno z rybami, drugie z kurczakami. Dookoła nich latało mnóstwo much. Mięso prawie się gotowało. 

Godziny szczytu targowego przypadały na południe i później około 15. W międzyczasie był czas na szklankę stouta lub herbaty.  Kończono późnym popołudniem, towar, który pozostał zamykano w pomieszczeniach obok targu. Bernie Shea: Kiedy wchodziło się do magazynów, śpiewało się cokolwiek z powodu szczurów(…) Hałasowało się a szczury pozostawały w ukryciu. Na zakończenie dnia można było jeszcze wpaść do jednego z lokalnych pubów na szklankę piwa.

Więcej, o ile Was zainteresowałem w następnym wpisie.

mst30

Moore Street lata 30-te XXw

MooreSt1964

Moore St 1964.

 

 ciąg dalszy: https://irlandiapopolsku.wordpress.com/2014/08/26/na-straganie-w-dzien-handlowy-ciag-dalszy/

 

 

Reklamy

6 Komentarzy

  1. kate0068 · · Odpowiedz

    Ciekawy wpis,najbardziej interesuja mnie te szczury w magazynie.Ciekawe co zostalo po pozoztawionych tam warzywach?

    1. Wlasnie nie znalazlem nic na temat jak sie zabezpieczali. Wiem tylko, ze je lowili. Uzywali do tego jakiejs malej rasy psow.

  2. […] jednak wyjątki. Jednym z nich były uliczne straganiarki, takie np. z Moore Street(o nich więcej tutaj). One mogły wejść i napić się bez obawy. Jeżeli nawet były zaczepiane, to potrafiły […]

  3. Uwielbiam takie stare zdjecia. Mozesz podac zrodlo?

    1. Ciężko jest podać jedno źródło. Sporo jest na http://www.boards.ie. Są też na różnych tematycznych stronach. Czasami jest tylko jedno ale fajne. Szukam i przewalam strony, cos jak w bibliotece. Spróbuj na boards.ie szukać tematow foto.

  4. Czytając Twój wpis przypomniał mi się film pt. Agnes Brown z 1999 roku. Tytułowa bohaterka sprzedawała właśnie owoce i warzywa na Moore Street w Dublinie.
    Świetna film. Śmieszny i smutny ale i optymistyczny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Moja Zielona Irlandia

Z przeszłości Irlandii różne historie

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Dookoła Irlandii z Pendragonem

Z przeszłości Irlandii różne historie

Ignormatyk

Blogito ergo sum

~ Saol ar Ceilteach ~

May the hills of Ireland carress you...and her rivers and lakes bless you...

W krainie deszczowców..

blog o życiu w Dublinie i Irlandii

%d blogerów lubi to: